Czytelniczo rajza

Ten tekst powstaje grubo ponad rok po wycieczce. Najpierw były zdjęcia wrzucone na serwer, a potem czas dojrzewania. Nie wiem kto albo co dojrzało, ale teraz siedzę i piszę. 

Wycieczka nazwana czytelniczą, bo pierwsza jej część inspirowana historią pożaru w okolicach Kuźni Raciborskiej, na początku lat 90. Książkę polecam, a jakże, jest tak wspaniała, że aż chce się jechać w tamte okolice. Dużo w niej heroizacji, trochę jak w USA filmie, gdzie Ben Aflek czy Klint Istłud ratują świat, ale to jest o naszych herosach z przełomu lat 80. i 90., jeżdżących Jelczami i Starami.

    Nieźle, nie? Ile wilgotności może mieć Kindle Paperwhite?




Ile ja jeździłem z tą krzywo zamontowaną klamkomanetką - wolę nie wiedzieć.
Poprawił mi to dopiero Daniel na kawie.
Na zdjęciu widoczny ogrom pracy włożony w zabezpieczenie przeciwpożarowe tamtych okolic. Kilometry dojazdów przeciwpożarowych, przeorane pasy między torami (albo drogą), a lasem (pewnie ma to jakąś specjalistyczną nazwę, ale ja jej już nie pamiętam).
I kłębiące się w głowie myśli - ile hektarów lasów w Polsce nie zostało w żaden sposób zabezpieczonych?



Odbudowa drzewostanu, tu moje ulubione drzewo.



Jedna z wież (chyba pięciu albo sześciu) - dostrzegalni - powstałych po pożarze.



 Finisz dnia pierwszego w Rudzińcu Gliwickim. Nocleg w jakimś weselnym przybytku, niczego innego się nie spodziewałem. Makaron dość drogi (chociaż najtańszy z karty), ale pozytywnie zaskakuje tym, co można zrobić z kilku prostych składników. Co w telewizji - nie pamiętam, pewnie jakaś sensacja na TVN7. 
Gdzie zdjęcia z drugiego dnia wycieczki? Nie wiem, ale jak tylko je odnajdę, wpis zostanie o nie uzupełniony.
Aha, drugi dzień też czytelniczy, ale inspirowany kilkoma pozycjami, związanymi z okolicą na wschód od Raciborza.





Popularne posty z tego bloga

Stołowe XI 2024